Namiętność na emeryturze

12 maja na deskach Teatru Cieszyńskiego miała miejsce premiera „Kočičí hru” („Gry w koty”) Istvana Örkenego w reżyserii Pavla Ondrucha. Dramat węgierskiego pisarza stanowi spore wyzwanie dla twórców teatralnych. 

Zespół Sceny Czeskiej Teatru Cieszyńskiego sięgnął po często wystawianą na czeskich scenach sztukę – „Kočičí hru” („Grę w koty”) węgierskiego autora, Istvana Örkenego. O ile ta sztuka od lat jest popularna w Czechach, o tyle w Polsce stanowi już raczej przedmiot zapomnienia. Prapremiera czeska miała miejsce w 1972 na scenie teatralnej w Brnie, zaś legendarna stała się inscenizacja Teatru Narodowego w Pradze z 1982 roku z rolami Vlasty Fabianovej i Dany Medřickej. W Polsce „Gra w koty” była wystawiana mniej więcej w tym samym czasie, ale żadna z inscenizacji nie odniosła takiego sukcesu jak w Czechach. Jak podkreśla w rozmowie Pavel Ondruch, reżyser najnowszej inscenizacji Sceny Czeskiej, ta popularność dramatu być może wynika z tego, że zmyślnie łączy w sobie opozycyjne elementy: komizm i tragizm, absurd i powagę, lekkość melodramatyczną i poważne przesłanie. „Kočičí hra” to także wyzwanie dla dwóch aktorek wcielających się w główne role i chyba jeszcze cięższy orzech do zgryzienia dla reżysera. Jak sprostała temu zadaniu Scena Czeska?
Orbanowa (Šarka Hrabalová) i jej siostra Gizela (Lenka Waclawiecová) to siostry, które mają już większość życia za sobą. O ile Gizela jest wycofana i pogrąża się w smętnej starości, o tyle Orbanowa wciąż chce czerpać z życia pełnymi garściami. Wdowa Orbanowa mimo wieku, konwenansów, stereotypów i uprzedzeń zakorzenionych także w niej samej, a także protestów jej siostry i córki (Eliška Adamovská) postanawia dać sobie szansę na ponowne zakochanie się. Jej wybrankiem jest emerytowany śpiewak operowy Wiktor (Miroslav Liška). Początkowo lekko tlące się uczucie między nimi pewnego dnia wybucha pełnym ogniem. Niestety, na drodze do szczęśliwego związku staje fałszywa przyjaciółka (Jolana Ferencová). „Kočičí hra” to przede wszystkim sztuka, która walczy z przekonaniem, że na miłość i budowanie związku jest czas tylko w młodości. Örkeny przekonuje, że wszyscy mają równe prawo do namiętności i spontaniczności. 
Sztuka zmyślnie łączy w sobie opozycyjne elementy: komizm i tragizm, absurd i powagę, lekkość melodramatyczną i poważne przesłanie.
„Zabawa w koty” jest adaptacją sceniczną dużego opowiadania pod tym samym tytułem, której dokonał sam pisarz. Dialog między dwiema siostrami odbywa się drogą listowną, a więc w sztuce znajdują się obszerne partie monologów. Jak zainscenizować taki tekst, by był on zajmujący i przystępny dla widzów teatralnych? To pytanie po wielokroć musiał zadać sobie Pavel Ondruch przed najnowszą premierą Sceny Czeskiej. Wraz ze scenografką Zuzaną Mazáčovą umiejscowili mieszkania sióstr po przeciwległych krańcach sceny. Według koncepcji reżysera kobiety nie korespondują, a rozmawiają ze sobą przez telefon, ale też czasami wygłaszają kwestie w formule monologów. Aktorki grają w przydzielonych im „sektorach” gry, Waclawiecová wcielająca się w unieruchomioną na wózku inwalidzkim Gizelę właściwie większość przedstawienia tkwi w jednym miejscu. Orbanowa Hrabalovej jest znacznie bardziej dynamiczna, przemieszcza się po scenie, ale w momentach rozmowy z siostrą pozostaje w swoim mieszkaniu. Między tymi dwoma mieszkaniami (symbolicznie także dwoma światami zupełnie różnych kobiet) staje sala koncertowa czy może mieszkanie Wiktora z fortepianem w centralnej części sceny. Wystarczy zmiana oświetlenia i rekwizytów, a środek sceny jest także restauracją czy mieszkaniem, gdzie Orbanowa spotyka się z córką i zięciem (Petr Sutory). 
„Kočičí hra” Sceny Czeskiej.
W momentach, gdy kwestie sióstr są krótsze i ścierają się ich postawy, przedstawienie jest zajmujące. Niestety, im dłuższe stają się monologi dwóch aktorek, tym trudniej jest przykuć uwagę odbiorców. Unieruchomione w dwóch częściach sceny Hrabalová i Waclawiecová zagrały bardzo dobrze, z doskonałą dykcją, świetnie stopniując emocje, ale moim zdaniem w przedstawieniu zabrakło pomysłów reżyserskich, muzycznych czy może choreograficznych, które mogłyby urozmaicić podawane ze sceny obszerne partie tekstu. Bez tego „Kočičí hra” Sceny Czeskiej czasem wybrzmiewała jak słuchowisko. Być może tak zaplanowane przedstawienie lepiej sprawdziłoby się w bardziej intymnych warunkach kameralnej sceny, gdzie aktorzy znajdują się o kilka kroków od widzów i można dzięki temu śledzić każdy grymas emocji na twarzach odtwórców. 
Mimo powyższego zastrzeżenia najnowsza premiera Sceny Czeskiej jest warta obejrzenia z kilku powodów. Po pierwsze, dla ważnej i odważnej tematyki przedstawienia. Po drugie, dla rzeczywiście misternie zbudowanej tragikomedii. Po trzecie, dla dojrzałych ról dwóch aktorek pierwszoplanowych. A dlaczego w tytule przedstawienia mowa o grze w koty? O tym trzeba już przekonać się, zasiadając na przedstawieniu Sceny Czeskiej. Zdradzę jedynie, że rozwiązanie tej zagadki jest śmieszne i dziwne zarazem. 
„Kočičí hra”, Istvan Örkeny, reż. Pavel Ondruch, premiera: 12 maja 2018, Scena Czeska Teatru Cieszyńskiego.
18 / 05 / 2018
Małgorzata Bryl-Sikorska
Sprawdź w dziale "Z afisza", kiedy będzie grane to przedstawienie.

Czytaj też:

Co o tym sądzisz