Intymna walka o siebie 

15 lutego na deskach Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie odbyło się premierowe wystawienie dramatu „Nora, czyli Dom lalki” Henrika Ibsena w wykonaniu zespołu Sceny Polskiej. Reżyserii inscenizacji podjął się Michał Zdunik, który po raz pierwszy pracował na czeskocieszyńskiej scenie. „Nora” to spektakl interesujący i dojrzały, który wsparł się na bardzo dobrym poziomie aktorstwa.  

Powstały w 1879 roku dramat Henrika Ibsena „Nora, czyli Dom Lalki” szokował ówczesnych odbiorców podjęciem tematyki emancypacyjnej i sposobem ujęcia tego tematu. Ibsen mówiąc wprost o prawach kobiety do stanowienia o własnym losie, burzył patriarchalny porządek, wedle którego kobieta (niczym lalka uprzedmiotowiona, poniżona i uwięziona w związku i majątku) zostaje poddana wychowaniu przez męża, partnera, mężczyznę. Tymczasem współczesny dyskurs, za pośrednictwem mediów, debat czy społecznych akcji, jest przesycony tematyką praw kobiet. Wydawałoby się więc, że „Nora” nie jest w stanie już nam niczego nowego powiedzieć lub uświadomić. 
Reżyser spytany przed premierą o powód sięgnięcia do tej sztuki Ibsena odpowiedział: „Szybko doszliśmy z aktorami do wniosku, że tematy podjęte przez Ibsena nadal mogą nas boleśnie dotknąć. Teoretycznie współczesne kobiety mają takie same prawa jak mężczyźni, ale jeśli pogrzebiemy we własnych wspomnieniach czy doświadczeniach, to okazuje się, że jednak równouprawnienie nadal jest mitem. Dlatego sądzę, że warto o tym mówić”. Zdunika w kontekście opowieści o uwolnieniu kobiety spod jarzma męskiej ręki zainteresował także przemocowy charakter tej relacji. To dlatego twórca, zapytany o główny wątek tematyczny jego przedstawienia, odparł: „Opowiemy o przemocy w związku”. 
Torwald Helmer, zamożny i zapracowany nowy dyrektor banku akcyjnego, mąż Nory, w którego wcielił się Marcin Kaleta, to w interpretacji Sceny Polskiej zaborczy, okrutny i agresywny tyran. Helmer stosuje wobec żony nie tylko wyczerpującą przemoc psychiczną, ale nie waha się także podnieść na nią ręki. Oczywiście, krzywdzi czy bije tak, żeby nie było śladów, by otoczenie niczego się nie domyśliło. 
Kiedy zaczyna się ta teatralna historia, można mieć złudzenie, że staje przed nami szczęśliwa i zamożna rodzina. Idylliczny obrazek życia kreśli przed nami sama Nora (Joanna Gruszka), która próbuje wmówić sobie, że wszystko jest w porządku. Jednak to tylko pozornie gładki kamuflaż, pod którym kłębi się piekło przemocy, kłamstw, zastraszania i dojmującej samotności. 
Każda z postaci „Nory” jest na swój sposób samotna, ale najdotkliwiej opuszczona jest główna bohaterka. Kiedy nieoczekiwane zbiegi okoliczności oraz sploty zdarzeń powodują, że wspomniana cienka powierzchnia pozorów pęka, Nora zostaje nagle i brutalnie pchnięta ku konfrontacji z całym złem, które dotąd próbowała wyprzeć. Bohaterka z jednej strony przestaje być ową lalką, ale z drugiej – zaczyna rozumieć, że w tej walce może liczyć wyłącznie na siebie. Jej retoryczne pytanie „Kto przeprowadzi mnie przez lód?” wygłoszone w prologu przedstawienia pozostaje oczywiście bez odpowiedzi. Dopiero na koniec Nora zdaje się to rozumieć, stwierdzając: „Oprócz samej siebie nie znam innej dali. / W wzdętym płucu wiatru / i w zwapnieniu skał / muszę / siebie / tutaj / rozproszoną / znaleźć”. Głos Nory (która próbuje złożyć swoją tożsamość, walcząc o honor i niezależność) w przedstawieniu Zdunika uzupełniają inne głosy kobiet – poetek. W każdym z trzech aktów przedstawienia Gruszka deklamuje jeden wiersz, kolejno: Urszuli Kozioł, Emily Dickinson i Zuzanny Ginczanki. 
Aktorom wcielającym się w role Nory i Helmera, Joannie Gruszce i Marcinowi Kalecie, należą się brawa za stworzenie realistycznych postaci. Do grona artystów, którzy równie przekonująco zagrali bohaterów dramatu Ibsena, należy też zaliczyć Zbyška Radka jako doktora Ranka oraz Joannę Litwin w roli pani Linde, a w szczególności rewelacyjnego w tym przedstawieniu Łukasza Kaczmarka jako bezwzględnego adwokata i lichwiarza Krogstada. 
Nora próbuje wmówić sobie, że wszystko jest w porządku. Jednak to tylko pozornie gładki kamuflaż, pod którym kłębi się piekło przemocy, kłamstw, zastraszania i dojmującej samotności.
Dobry poziom aktorstwa w „Norze” Sceny Polskiej stał się podstawą tej inscenizacji. Scenografia (Karolina Fandrejewska), ograniczona do sterylnej, monumentalnej, białej przestrzeni i kilku mebli, oraz muzyka (Hanna Raniszewska) stanowią tło dla pracy zespołu aktorskiego. W większości przypadków gra była pozbawiona nienaturalnej przesady, wyostrzonych gestów czy mimiki. Reżyser postawił na realizm, wiarygodność, a odtwórcy umiejętnie stopniowali emocje. 
Słusznie zamierzona subtelność gry aktorskiej w przypadku interpretacji tego dramatu psychologicznego rozmywała się jednak na dużej scenie oddzielonej rampą od widowni. Delikatne i nienachalne gesty, spojrzenia czy ruchy bohaterów byłyby lepiej dostrzegalne w warunkach gry na scenie kameralnej. Wydaje mi się, że „Nora” Michała Zdunika zyskałaby, gdyby zagrano ją bliżej widzów, w przestrzeni mniejszej, w której aktor nierzadko ociera się o odbiorcę, jest dosłownie na wyciągnięcie jego ręki. W pełni jednak rozumiem, że Teatr Cieszyński wciąż oczekuje na powstanie swojej sceny kameralnej, jest to więc nie tyle zarzut do konkretnego przedstawienia, co uwaga na przyszłość. Mimo wspomnianej przeszkody „Norę” Sceny Polskiej postrzegam jako interesujące, dopracowane i dojrzałe przedstawienie, stąd polecam skupienie się i zanurzenie w tej intymnej teatralnej historii.  

Nora”, Henrik Ibsen, reż. Michał Zdunik, premiera: 15 lutego 2020, Scena Polska Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie. 

16 / 02 / 2020
Małgorzata Bryl-Sikorska
Sprawdź w dziale "Z afisza", kiedy będzie grane to przedstawienie.

Czytaj też:

Co o tym sądzisz